
o sobie i swoim podejściu do fotografii.
Nazywam się piotr bar i z fotografią nie mam nic wspólnego
- tak to mogłem powiedzieć jeszcze 7 lat temu, gdy na temat
aparatu fotograficznego, fotografii i całego medium nie
miałem nic do powiedzenia .
z dzieciństwa:
Pamiętam, że dostałem taki mały aparat na komunię albo z
jakiejś innej okazji, teraz wiem, że to był LOMO, niestety
zginął pod rękoma ciekawskiego małego chłopca, który zielonego
pojęcia nie miał o magii fotografii.
Moja przygoda z fotografią zaczęła się gdzieś podczas szkoły
średniej, gdy musiałem nauczyć się kilku zagadnień na egzamin
z fotografii lub ściślej z jej podstaw, moje pierwsze zdjęcie
studyjne żenada chciałbym o nim zapomnieć - rozsypany piasek
a w niego wbite dwa plastikowe żołnierzyki, ale było śmiechu
- dobrze że to już za mną. Teraz trochę inaczej na to patrzę
- droga którą pokonałem do tego momentu była długa ale bardzo
ciekawa i interesująca - naprawdę szkoła życia.
W tym wszystkim wiem, że fotografia to bardzo wygodne medium
oraz bardzo trwały zapis wspomnień. Jest to coś w rodzaju
pamiętnika, ale jednak zawiera pełne kadry - małe obrazki
z zapisem czasu, miejsca i tych rzeczy, które w trakcie
robienia zdjęcia są nieistotne - nie umiem malować, rysować,
nie umiem też pisać - to znaczy wiem że zdjęcie powie więcej
-w dodatku jest również częścią mnie i zapisem czasu w którym
przyszło mi żyć.
Odnośnie fotografii i jej znaczenia w moim życiu to chciałbym
powiedzieć, że jest to moja druga pasja, fotografia to moje
życie jest naprawdę dla mnie wszystkim.
Z życia:
Ostatnio szedłem i wpadła mi mucha do oka zacząłem tak mocno
pocierać oko, że przez chwilę nic nie widziałem i uświadomiłem
sobie, że jak bym miał nie widzieć to chyba była by to dla
mnie kara. Już chyba wolałbym nie słyszeć.
Zdjęcia ?
Zdjęcia są dla mnie ucieczką w inny świat, uwolnieniem myśli
i odprężeniem są inną rzeczywistością. Co ja w tym widzę
w sumie zastanawiam się nad tym dlaczego w pewnych momentach
wciskam spust skoro i tak w kadrze nic ciekawego nie ma
a i myślę sobie "szkoda kliszy".
Wracam wywołuję film i właśnie widzę co zrobiłem przez cały
dzień, tydzień może i miesiąc na filmie jakaś ulica, druga
klatka zupełnie inne otoczenie blok, twarze nic tam nie
ma - dla wielu - dla mnie to uwięziony czas, miejsca i ludzie.
W dodatku tam byłem, to też już było już nie będzie.
A moje zdjęcia, co one mogą mówić, co znaczą?, W większej
mierze nie ostre, może to przez sprzęt, którego używam,
optyka w aparacie nie najlepsza, ale po co się tym martwić,
przecież i tak nie chodzi o to by były ostre (nie mi) no
chyba że wykonuję zlecenie dla klienta i wymóg jest by zdjęcia
wykonywane były do katalogu lub czegokolwiek gdzie ostrość
jest niezbędna, chodzi o to by wszystkim się podobało, a
ja chyba tak nie chcę, wolę zrobić coś pod siebie coś takiego
co mi się będzie podobało to znaczy nie ostre?? może właśnie
nie ostre, najchętniej zdjęcia do ulotki reklamowej zrobiłbym
obscurą, jakimś otworkiem zupełnie miękko rysującym, zamazującym
ostre krawędzie przedmiotu - takie zwykłe miękkie zdjęcie
acha i najlepiej czarno-białe no może jeszcze w ulubionym
formacie pół 9x13.
Co ja chcę osiągnąć po przez swoje podejście do fotografii
i jakie one jest. W sumie to bardzo lubię wspomnianą nieostrość
przecież ostrość nie jest najważniejsza uwielbiam miękkie
zdjęcia z obiektywów, które zupełnie bajecznie miękko rysują
zamglonych i z małą głębią ostrości lub zupełnie inaczej
otworki, szumiące i zoneplate, winiety na zdjęciach kamera
wielkoformatowa, stare aparaty.
Ostatnio miałem cyfrę w ręku - nie umiem nawet z niej pobrać
zdjęć na komputer - analfabeta cyfrowy - co ze mną jest
nie tak - leń.
Robił bym tylko odbitki czarno-białe, papier barytowy lub
własnoręcznie preparowany - guma, otworki, zdjęcia przetworzone
ale nie cyfrowo tylko powiększalnik - manualnie "solarki",
reliefy, grafizacje.
Jestem trochę szalony Jestem trochę zagubiony w tym cyfrowym
świecie. Nie czuję się dobrze w ostrych zdjęciach Ale uwielbiam
to, co robię i podobają mi się moje zdjęcia - narcyzm? A
może i wam się podobają…